Nieproporcjonalnie





Maryli

Wypełniało się naczynie. Rosła świadomość,
że nie zatrzymasz na stałe. Rozmów, gestów,
milczenia. Pełne garście muszą wystarczyć.

Na to co przyszło. Spodziewane od jakiegoś czasu.
Słowa, zamieszkały w ścianach. Ciepło, jeszcze
zasiedziałe w dziś pustym krześle, kubku z zimną.

Herbata ma inny smak, powiało chłodem. Może to przez
ten wiatr w oczy i rosa na trawie nad ranem.
Skurczyła się bezsilność do czarno- białego.
Zamkniętego w ramkach. Urosło nieproporcjonalnie.

Do czasów gdy brama pojawia się tak blisko.
Zbyt blisko na odbiór częstych telefonów, pytań
bez słów. Giną we mgle i nabrzmiewającej wilgoci.
W oczach gdzie jeszcze tyle razem pozostało
już tylko  bez.


Bogusława Matusiak 
27 sierpień 2016

Komentarze

Popularne posty